Europa

Gardea Soul Family – hotel z rodzinną duszą

Nie pamiętam już w jaki sposób znaleźliśmy ten hotel. Pewnie przeglądając Booking bo szukaliśmy czegoś nad Gardą, która zauroczyła nas dwa lata wcześniej. Wtedy podzieliliśmy nasz wyjazd na dwa hotele – jeden w Limone Sur Garda, drugi w miejscowości Garda. I nagle widzimy hotel, który wizualnie jest tym, czego szukamy. Tak – to było to uczucie, gdy widzisz budynek i wiesz, że kryje się za nim coś szczególnego. Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, jak wyjątkowy to będzie pobyt.

Pierwszą część wyjazdu spędziliśmy bardzo aktywnie – nocleg w Salo i objazd tych miejsc, których nie zwiedziliśmy poprzednio. Z tym większa przyjemnością pojechaliśmy do Gardea Soul Family, gdzie od progu zadziała się magia. Zapach odpoczynku sprawił, że poczuliśmy, że świat zwolnił. Minimalistyczne, kojące wnętrza. Szybki check-in, maskotka dla dzieci i po chwili byliśmy w pokoju. Duży, przejrzysty, zaprojektowany w idei Montessori dla dzieci. 


Hotel czaruje jedzeniem. To był pierwszy hotel, w którym tak wyraźnie poczuliśmy ideę less waste. Koncepcja zamawiania dań rano na wieczór pozwala kuchni idealnie zaplanować zakupy. Porcje były degustacyjne – co początkowo dziwi, ale pozwala spróbować wszystkiego bez wyrzucania jedzenia. No, chyba że jest się Iwem i zamawia się trzy dokładki spaghetti. Ale gdy zostawił połowę ostatniej porcji, widzieliśmy, że spotkało się to z dezaprobatą kelnera. 

Początek dnia miał smak świeżo wyciskanych soków. Pomarańcze z imbirem, marchewki, ekologiczne jabłka. Nieco w kontraście ogromny słoik nutelli – no ale pamiętajmy, że to hotel pod dzieci. Pączki, donuty, żelki, ciastka, pianki, każdego rodzaju słoiczki i kaszki dla niemowląt.. Robię się głodna na samą myśl o tych śniadaniach. Zresztą – zobaczcie zdjęcia!

Hugo – wtedy 5 latek – nie mówił po angielsku. Ale to nie przeszkodziło mu, by spędzać całe dnie w mini clubie. Sadził drzewka oliwne, piekł ciastka, malował, chodził na mecze piłki nożnej. Starsze dzieci mogły nawet uczestniczyć w zajęciach żeglowania na jeziorze. Na śniadaniu rodzice mogli wybrać posiłek dla dziecka, które przebywać będzie w mini clubie – nasze oczywiście wybierały spaghetti, ale do wyboru były też ryby lub mięso. Na wieczorne animacje mogli dołączyć rodzice – pokaz iluzjonisty trzeba przyznać, że był wyjątkowo zabawny, a Iwo miał tam swoją rolę do odegrania.

No i sam mini club. Dwupiętrowy! Wyższy poziom to strefa dla maluszków, pełna drewnianych zabawek (tu rodzice towarzyszą dzieciom), natomiast na dole zaczynało się królestwo starszaków. Piękny, drewniany plac zabaw ze zjeżdżalnią i basenem z kulkami. Tak bardzo odmienny od tych typowych, krzyczących kolorami i pachnących plastikiem. Tu zdecydowanie postawiono na naturę i spokój.

Dorośli też mieli swoje animacje! Siłownia, spa no i przeszklona sauna z widokiem na góry i jezioro Garda. Wieczór to czas na muzykę lub fakultatywną degustację win z rodzinnych okolicznych winiarni. W hotelu znajdziemy też baseny – na początku mogą wydawać się małe, ale zapomniałam napisać, że hotel dysponuje jedynie 36 pokojami. To sprawia, że miejsca jest wystarczająco dla wszystkich – zarówno na basenach jak i restauracjach. W restauracji pierwszego dnia dostajemy „nasz stolik”, przy którym spożywamy śniadania i kolacje do końca naszego pobytu. Dla dzieci dodatkowo przygotowano lunch w lobby, który składa się z pizzy, focacci, owoców, sałatek i pysznej granity.

Byliśmy zachwyceni – zarówno położeniem hotelu w pobliżu trasy Busatte-Tempesta, jak i klimatem, który tworzyli pracownicy. Dzieciaki wspaniale się bawiły, a Hugo przebywał w mini clubie równie często jak w naszym ulubionym, polskim hotelu Dr Irena Eris na Wzgórzach Dylewskich. To świetna propozycja hotelowa dla tych, którzy chcą odwiedzić przepiękne, włoskie miasteczka wokół Gardy. I tylko czasem aż żal opuszczać hotel, by eksplorować te miejsca 🙂 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.